Gdybym teraz wiedział to, co będę wiedział za 10 lat… – gościnnie

Dzisiaj gościnnie artykuł Kacpra Chmielowca, który łamiąc stereotypy i przekonania, już na studiach założył własną firmę i prowadzi szkolenia dla licealistów.

Niestety, kiedy ja byłam w liceum, nie było takich szkoleń. Zainspirowana przez niesamowitą, motywującą i zachęcającą do rozwoju trenerkę, która szkoliła mnie na kursie szybkiego czytania i technik pamięciowych, swojej drogi rozwoju szukałam sama. Dlatego cieszę się, że powstają takie inicjatywy i zgadzam się z Kacprem, że …. ale resztę przeczytajcie sami.

Co by było, gdybym tą wiedzę, którą mam teraz, miał, kiedy byłem jeszcze w liceum?

To proste pytanie wygenerowało wiele odpowiedzi w mojej głowie:

- byłbym dużo szczęśliwszy!

- efektywniej wykorzystałbym swój czas!

- miałbym lepsze relacje z ludźmi wokół mnie!

- spełniałbym swoje marzenia!

Tak powstał pomysł na projekt o nazwie „Szkolenia Licealne”.

Szkolić licealistów?

„Nic prostszego” można pomyśleć. Oj, zdziwiliby się wszyscy, którzy nie mieli do czynienia z młodzieżą szkolną…

Licealiści może i są mniej wymagającą grupą ze względu na to, że jeszcze niewiele osób interesuje się rozwojem osobistym, ale za to przyzwyczajenie ze szkoły sprawia, że bardzo łatwo się nudzą. Jeśli temat przedstawi się mało interesująco i dodatkowo, kiedy zajęcia prowadzi się w szkole, mają nawyk przeszkadzania i rozpraszania prowadzącego. Oczywiście bardzo łatwo się z tym uporać – i to nie siłą, ani groźbami, jak ma w nawyku większość nauczycieli.

Podczas prowadzenia zajęć w szkołach, a stanąłem twarzą w twarz z około 1400 uczniami, ani razu nie podniosłem głosu, a kiedy przestawałem mówić było słychać jak mucha latała. Nie mówię tego po to, żeby się chwalić, ale zastanawia mnie, dlaczego jak dzwonił dzwonek wszyscy siedzieli dalej w ławkach i poświęcali przerwę na to, żeby słuchać kogoś, kogo poznali 45min temu. Albo, dlaczego kiedy zajęcia się kończyły ktoś zazwyczaj rzucał pomysł „chodź do nas na fizykę/chemię/polski” i cała klasa entuzjastycznie krzyczała „taaaak!”.

Dzięki temu zdarzyło mi się prowadzić zajęcia na salach gimnastycznych dla kilku klas na raz, albo nawet w salach lekcyjnych dla dwóch klas, gdzie nie każdy miał miejsce do siedzenia. Jednak nadal, kiedy przestawałem mówić było słychać skrzypienie desek, kiedy ktoś przechodził obok sali. Pomijam oczywiście salwy śmiechu i pełne pytań głowy licealistów, które chłonęły to, co im przekazywałem.

Jak się okazało nauka może być interesująca i na dodatek zabawna.

Chyba nie spodziewali się, że lekcja może wyglądać tak, że ktoś mówi, że mamy czas wolny i możemy robić, co tylko chcemy, a i tak wszyscy go słuchamy…

Po tych doświadczeniach przyszła pora na refleksję na temat systemu nauczania w szkołach. Jak wiadomo system nie jest doskonały. Mówią o tym i nauczyciele, którzy muszą wypełniać różne dziwne, nikomu do niczego niepotrzebne dokumentacje, i uczniowie, którzy zamiast nauki w stylu „chcę się uczyć”, zostają posadzeni w ławki i przestawieni na „muszę się uczyć”.

Kiedy około rok temu

Byłem na warsztatach firmy Apple, gdzie lansowali, wtedy jeszcze dosyć nowy tablet jako narzędzie uniwersalne dla biznesu, szkół itp. Pokazali nam, że dostęp do informacji w dzisiejszych czasach nie jest żadnym problemem. Każdą informację, jaką tylko chcemy, możemy znaleźć w Internecie. Dlatego też wyposażyli jedną z klas w pewnej szkole podstawowej w iPad’y. Każdy uczeń dostał iPad’a, który był jego narzędziem do nauki (a nie tylko fajnym gadżetem). Rolą nauczyciela było prowadzenie zajęć w formie gier i zabaw, z wykorzystaniem faktu, że dzieciaki mają dostęp do Internetu i mogą zdobyć każdą potrzebną im informację. Chciałbym być w takiej szkole! Praca zespołowa, kreatywność, ciekawość, samodzielne poszukiwanie informacji, rozmowy z kolegami – nauka przez zabawę- Rewelacja!

Jestem trenerem.

Chcę dać ludziom wiedzę i narzędzia, które odmienią ich życie na lepsze (tak jak autorka tego bloga ;) , dlatego powstał ten projekt.

Po jednych zajęciach podeszła do mnie dziewczyna:

- Nurkuję zawodowo i mam problem z orientowaniem się pod wodą. Na lądzie są drzewa, a pod wodą wszystkie roślinki są takie same i oprócz głębokościomierza, który mam na ręce, nie wiem, jak mam się orientować w terenie, co mam zrobić? – zapytała tak, jakbym znał odpowiedź.

- Nie wiem, bo nigdy nie nurkowałem zawodowo, ale pozwól, że się Ciebie o coś zapytam: Kto jest Twoim nauczycielem? Kto może nauczyć Cię tego, co chcesz osiągnąć? Kto już to umie i jest w stanie dać Ci to ‘coś’, co sprawi, że osiągniesz to, co chcesz?

- Hmm… Mój trener – odpowiedziała z błyskiem w oku.

Ciekawe pytanie zadał mi też mój coach:

- Co by było, gdybyś tą wiedzę, którą będziesz miał za 10 lat, miał teraz?

Koniec szkoły to nie koniec nauki. Kto jest Twoim nauczycielem? Kto może nauczyć Cię tego, co chcesz osiągnąć? Kto już to umie i jest w stanie dać Ci to ‘coś’, co sprawi, że osiągniesz to, co chcesz?

picture:  gundolf

Dodaj odpowiedź